fitness z psem

Sobota, +6, słońce, luty...
"Rudy, pakujemy nasze zimowe kanapy (znaczy tyłki leniwe) do auta i jedziemy spróbować sił w marszu na orientację!"
Tak mniej więcej wyglądał początek 8 lutego.

Dojechaliśmy na czas, samochód został na parkingu, nieco dalej niż powinien - ze względu na stan fizyczny po powrocie, ale o tym jeszcze nie wiedzieliśmy :)

Na miejsce dotarłam dzięki posiadaniu niezłego słuchu - drogowskazów nie było - większość uczestników znała teren, ja nie, więc ujadanie psów było cenną wskazówką.
Parking na Polance Redłowskiej otoczony jest dość szczelnie drzewami zasłaniającymi słońce, co skutkowało lodowiskiem przed namiotem organizatora...
kolejka do pobrania karty startowej i mapy - powolnie to szło... rudy zdążył nakręcić się jak bączek i dołączył do sfory ujadających z emocji psów...
Początek nie był obiecujący... do tego jeszcze na odprawie zdechł megafon więc nie słyszałam nic z zasad wygłaszanych przez organizatora... liczy się spacer i przygoda z Jimmy'm - tak sobie tłumaczyłam w chwilach słabości. Pól godziny spóźnienia startu...

Ruszyliśmy pierwsi bo szlag mnie trafiać zaczynał w związku z powyższym.

Trasa fitness ok 10 kilometrów, ponoć żenująco łatwa... na mapie 7 punktów do znalezienia i 4 godziny. Mapa szczegółowa bardzo... no dobra, jeszcze widziałam na niej detale ;) Teren parku, plaży, trochę miasta.
Pogubiłam się i w pierwszej godzinie chciałam odpuścić. Nie było z kim się skonsultować. Przez przypadek dotarłam zamiast do punktu nr 3, do punktu nr 8... nie należącego do trasy fitness... ale odhaczyłam, a co!
Generalnie załamka...
Potem powoli odkrywałam swoje indiańskie korzenie ;) i, po kolei punkty kontrolne. Zabrało to trochę więcej czasu niż powinno, ale zmieściłam się w limicie i znalazłam je wszystkie. SAMA :) z Jimmym oczywiście.
Rudy pracował dzielnie, pomagał mi jak mógł, ciągnął zgodnie z pierwszym psim przykazaniem - "zawsze do przodu". Był niestrudzony. Zjechał ze mną ze skarpy chociaż sam nigdy w życiu by tego nie zrobił z własnej woli. Byliśmy jak zawodowy dogtrekinngowy team :)
Mimo trudności, a może dzięki nim, to był bardzo udany dzień.
Tervueren jak aniołek. :) do następnego dnia.




Komentarze

Popularne posty