Dogtrekking w Radogoszczy
Niedzielny ranek 27 kwietnia zajrzał szarym niebem do mojej sypialni. Pamiętałam o psiej imprezie w malowniczych zakątkach Kociewia, ale lenistwo i słabo przespana noc przemawiały za mało dynamicznym spędzeniem tego dnia.
Kawa, wyjście na taras i rozmowa z drugim człowiekiem zmieniły moje nastawienie do życia. Szybkie śniadanie o dużym ładunku energetycznym pod postacią kaszy jaglanej z dodatkiem suszonych owoców i banana z mango, szybki prysznic i pakujemy się do auta.
Pogoda trochę zniechęca, w drodze łapie nas przelotny deszcz. Rudy łypie okiem z tylnego siedzenia... nie mogę go zawieść.
Po zjechaniu autostrady i przejechaniu krótkiego odcinka drogą asfaltową wjeżdżamy w las. Wg GPS jedziemy polem, a przed nami ubita piaszczysta droga wdzięcznie nazwana na tablicy "drogą udostępnioną do ruchu kołowego". Znaki drogowe to kamienne słupki na skrzyżowaniach ubitych traktów leśnych z nazwą miejscowości i strzałką w jedną lub drugą stronę. Uroczo. Jestem szczerze zachwycona. Jak w Roobin Hoodzie :)
Docieramy w końcu do wsi Radogoszcz. Telefony tracą zasięg, wioska w środku lasu nad pięknym jeziorem. Komornik miałby niewątpliwy problem z dojazdem...
Pozostaje odnaleźć Osadę Indiańską, w której to odbywa się dzisiejszy dogtrekking. Okazuje się, że wioska spora, jedziemy i jedziemy. Ani żywego ducha, chociaż domostwa nie wyglądają na opuszczone. To dzień katolickiej hucpy pod postacią wyświęcania nieboszczyka Wojtyły, może dlatego taka cisza i pustka.Ogólnie chaty łatwo podzielić na te zamieszkałe i te w których ludzie pomieszkują w sezonie. Zgadnijcie, które są "wypasione"... Piękno i bieda lubią się przeplatać. Jakby natura kpiła sobie z ludzkich wysiłków. Rok nieuwagi i dach się pochyla, bałagan narasta, zielsko zagarnia sobie kwietnik... Ale ja nie o tym.
Przy wyjeździe z wioski zatrzymałam się lekko zdezorientowana. Wtedy wyminęły mnie dwa samochody ewidentnie wiozące psich zawodników. Uff. Zdążę. I pojechaliśmy za nimi.
To były jedne z najlepiej zorganizowanych zawodów dogtrekkingowych do tej pory. Piękne miejsce, cudna trasa, mili ludzie. Jimmi był zachwycony. Ja też tym bardziej, że nie szłam sama ale z drugim człowiekiem :)
trasa Radogoszcz
Jak tu zorganizować taki spacer z psem siebie w mieście?... hmmm...
Kawa, wyjście na taras i rozmowa z drugim człowiekiem zmieniły moje nastawienie do życia. Szybkie śniadanie o dużym ładunku energetycznym pod postacią kaszy jaglanej z dodatkiem suszonych owoców i banana z mango, szybki prysznic i pakujemy się do auta.
Pogoda trochę zniechęca, w drodze łapie nas przelotny deszcz. Rudy łypie okiem z tylnego siedzenia... nie mogę go zawieść.
Po zjechaniu autostrady i przejechaniu krótkiego odcinka drogą asfaltową wjeżdżamy w las. Wg GPS jedziemy polem, a przed nami ubita piaszczysta droga wdzięcznie nazwana na tablicy "drogą udostępnioną do ruchu kołowego". Znaki drogowe to kamienne słupki na skrzyżowaniach ubitych traktów leśnych z nazwą miejscowości i strzałką w jedną lub drugą stronę. Uroczo. Jestem szczerze zachwycona. Jak w Roobin Hoodzie :)
Docieramy w końcu do wsi Radogoszcz. Telefony tracą zasięg, wioska w środku lasu nad pięknym jeziorem. Komornik miałby niewątpliwy problem z dojazdem...
Pozostaje odnaleźć Osadę Indiańską, w której to odbywa się dzisiejszy dogtrekking. Okazuje się, że wioska spora, jedziemy i jedziemy. Ani żywego ducha, chociaż domostwa nie wyglądają na opuszczone. To dzień katolickiej hucpy pod postacią wyświęcania nieboszczyka Wojtyły, może dlatego taka cisza i pustka.Ogólnie chaty łatwo podzielić na te zamieszkałe i te w których ludzie pomieszkują w sezonie. Zgadnijcie, które są "wypasione"... Piękno i bieda lubią się przeplatać. Jakby natura kpiła sobie z ludzkich wysiłków. Rok nieuwagi i dach się pochyla, bałagan narasta, zielsko zagarnia sobie kwietnik... Ale ja nie o tym.
Przy wyjeździe z wioski zatrzymałam się lekko zdezorientowana. Wtedy wyminęły mnie dwa samochody ewidentnie wiozące psich zawodników. Uff. Zdążę. I pojechaliśmy za nimi.
To były jedne z najlepiej zorganizowanych zawodów dogtrekkingowych do tej pory. Piękne miejsce, cudna trasa, mili ludzie. Jimmi był zachwycony. Ja też tym bardziej, że nie szłam sama ale z drugim człowiekiem :)
trasa Radogoszcz
Jak tu zorganizować taki spacer z psem siebie w mieście?... hmmm...



cosik za milklas... pies zje? :)
OdpowiedzUsuńmisiu Gogo, czasami człowieka taka niemoc ogarnia ;)
OdpowiedzUsuńpies żyje i miewa się świetnie