Wszystko musi mieć swój czas i miejsce...
... i w związku z powyższym, po głębszych obserwacjach mojego psa, postanowiłam odpuścić szkolenia z posłuszeństwa. Nie na darmo znawcy tematu przewracali oczyma - psi dzieciak ma tak wiele do odkrycia, że ogarnięcie komend i zaspokojenie ludzkiego wymagania precyzji w ich wykonaniu, jest zdecydowanie niemożliwe na tą chwilę.
Skupiłam się więc przede wszystkim na budowaniu więzi ze szczeniakiem.
Jestem, jak na razie, w szczęśliwej sytuacji bo mogę dużo czasu poświęcić Dżimiemu i powoli stawać się centrum jego wszechświata. Wbrew pozorom to nie takie proste. Całkiem jak przy małym dziecku. Tyle tylko, że psie dziecko rośnie baaradzo szybko ( zdecydowanie za szybko :)) i niepostrzeżenie przemienia się w nastolatka z jego narowami. No i druga rzecz - przy psie, w przeciwieństwie do dziecka, mam sznurek, który pozwala kontrolować mi jego niesubordynację.
Całkiem fajnie się bawimy, pogoda też sprzyja. Nawet pierwsze "powarkiwania" zimy były świetną okazją, żeby uczyć się świata - dla Jima od początku, dla mnie po raz kolejny.
Nauczka nr jeden - wszystko musi mieć swój czas i miejsce.... czy ja już tego kiedyś nie wiedziałam?....
Skupiłam się więc przede wszystkim na budowaniu więzi ze szczeniakiem.
Jestem, jak na razie, w szczęśliwej sytuacji bo mogę dużo czasu poświęcić Dżimiemu i powoli stawać się centrum jego wszechświata. Wbrew pozorom to nie takie proste. Całkiem jak przy małym dziecku. Tyle tylko, że psie dziecko rośnie baaradzo szybko ( zdecydowanie za szybko :)) i niepostrzeżenie przemienia się w nastolatka z jego narowami. No i druga rzecz - przy psie, w przeciwieństwie do dziecka, mam sznurek, który pozwala kontrolować mi jego niesubordynację.
Całkiem fajnie się bawimy, pogoda też sprzyja. Nawet pierwsze "powarkiwania" zimy były świetną okazją, żeby uczyć się świata - dla Jima od początku, dla mnie po raz kolejny.
Nauczka nr jeden - wszystko musi mieć swój czas i miejsce.... czy ja już tego kiedyś nie wiedziałam?....




Komentarze
Prześlij komentarz